KIEDY PISZĘ

Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« gru    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

ARCHIVES

mieszanina

Czytam fajne, motywujące wywiady z kobietą, która odnajduje taką pasję w reżyserii, jak ja w podróżowaniu,

czytam trochę przynudnawe, ale jednak być może wartościowe artykuły o networkingu i byciu bardziej business literate,

dzwoni człowiek, z którym nie mam ochoty rozmawiać, nie jestem dlań zbyt miła i wcale nie jest mi z tym źle; kończę rozmowę słowami „nie chcę marnować czasu na coś, co nie ma dla mnie większego znaczenia”,

myślę tamto i siamto, czytam to i owo, i zaczynam być coraz bardziej wybredna, jednocześnie niecierpliwa, wybredna, niecierpliwa, nie podoba mi się ta notka; nie chodzi o to, żeby była ładna; chodzi o konsekwencję; nie jest też zbyt konsekwentna – ale

chodzi o konsekwencję we mnie.

myśli takie jak „bardzo to niepoukładane” należy pomijać, bo nic nie zmieniają.

tego, że czytam i na chuj mi to, nie chcecie wiedzieć. w każdym razie czytam i na chuj mi to. i w dodatku uważam, że niekonsekwencja jest spoko. ale, jak mówi Kołakowski, bycie konsekwentnym w niekonsekwencji to zaprzeczenie niekonsekwencji. więc czasem można być konsekwentnym.

nie będę nigdy gwiazdą blogowania, na pewno nie z tym blogiem, bo nie dbam o przystępność; to moja – publiczna – ale jednak szuflada.

taka dziewczyna (D1) co miała takiego chłopaka(C2), z którym potem spałam, wcześniej była z takim innym chłopakiem (C1) i ten wcześniejszy chłopak jest z taką inną dziewczyną (D2), z którą wcześniej spała taka dziewczyna (D3), z którą też spałam (JA).

Innymi słowy – istnieje krąg sześciu osób, z których każdy spał z dokładnie dwiema osobami z tego kręgu.

Ciekawe, prawda? ;)

Pisanie w sposób logiczny, tak, żeby wynikało wszystko jedno z drugiego, mija się czasami z celem. To sztuczna organizacja świata.

obudź się!

wywnętrzeń ciąg dalszy.

budzę się długo i dlatego, że nie chcę zacząć myśleć o rzeczywistości. mam opanowane przeskakiwanie pomiędzy fantazjami i rzeczywistością, ale to drugie automatycznie mnie odpycha.

do końca tej kawy jeszcze będę trochę za bardzo w głowie.

nikt tego nie będzie czytać bo nikt już tego bloga nie czyta. może o to chodziło. i tak czuję się tu u siebie bardziej niż w pozostałych miejscach w sieci. wykształciłam wobec niego jakieś takie coś.

nie mogę pisać bo muszę iść.

raz na jakiś czas czytam tego bloga

było coś bardzo wartościowego w pisaniu bloga gdy byłam dzieckiem.

miałam napisać „gdy byłam gnojem”, ale uświadomiłam sobie, że poza kolokwialnością to słowo odznacza się także pewną wulgarnością i wzgardą do dzieciństwa. a takim mój stosunek na pewno nie jest.

musiałam się przede wszystkim regularnie nad sobą zastanowić. jednocześnie, miałam ogromną motywację w owym okresie życia, by jak najbardziej być sobą. teraz wiem, że aby być sobą starać się specjalnie nie muszę, muszę się jednak na pewno starać by realizować możliwości, które posiadam.

trudno mi nawet powiedzieć, czego nauczyłam się przez te lata, odkąd byłam dzieckiem. przyznaję się przed sobą, że strasznie dużo zapomniałam, a wiele z tego było dobre. nie pytajcie mnie, jaka jest dziś moja motywacja, by wracać do tego, kim niegdyś byłam. „it’s complicated”. potrafię z pewną pewnością mówić o ostatnim roku, co JUŻ wydaje mi się nadużyciem umiejętności mówienia, bo po co rozprawiać o przeszłości.

uczę się od dziecka. w sensie: od kogo, a nie: od kiedy. przenikliwości myśli, odwagi. braku strachu przed kreowaniem świata. braku strachu przed postrzeganiem go wg własnych kategorii, braku strachu przed omylnością, parciem do przodu, projektowaniem swojej wizji na uniwers.

to, co jest dla mnie najlepsze, momentami jest oczywiste – i okazuje się, że jedyne co stoi na drodze pomiędzy mną a „tym” jest mój własny strach. wykształcony, wyprodukowany – wyłącznie w życiu społecznym. bycie na haju „w środku” było zawsze dużo lepsze dla mnie w skutkach; czasem – i owszem – odbijało się na innych. przeważnie dobrze, czasem źle. i gdy sobie myślę teraz, bardziej mnie boli życie w „przyczajeniu” niż krzywdzenie innych w czasie życia „głośnego”. szczęśliwie, tyle już się o świecie i sobie nauczyłam, że wiem mniej więcej co innych może skrzywdzić (nieraz aż do przesady i za bardzo się tym przejmuję, potem wychodzi na to, że niepotrzebnie, bo większość ludzi okazuje się mieć mniejszą wrażliwość niż zakładana przeze mnie, lub też okazuje się nie być w owym najwrażliwszym punkcie swojej wrażliwości) i jestem w stanie bardziej skutecznie:
a) tego unikać
b) w porę, jeśli już „the damage is done”, zareagować. niestety, wtedy można nadszarpnąć zaufania, na którym mi dość mocno zależy i czego jednak wolałabym nie robić.

w każdym razie zaczyna wygrywać w chwili obecnej bardziej ekspansywna teoria życia, w której budujemy tak jak nam się podoba póki nie natrafimy na cudze zabudowania. przewidywanie, gdzie cudze terytorium się rozciąga i założenie, że lepiej go po prostu unikać, zrobiło dla mnie zbyt wiele złego.

pisze się w dobrych albo w złych momentach. albo w neutralnych.

krzywdzisz wszystkich wokół, krzywdzisz wszystkich wokół, krzywdzisz wszystkich wokół, nie umiesz przyjąć do wiadomości tego, że popełniasz błędy, nie chcesz krzywdzić, nie umiesz tego przyjąć, odbijasz to na sobie, nie umiesz tego przyjąć, chciałabyś wszystko przewidzieć, nie popełniać błędów, nie krzywdzić ludzi, wtedy: najlepiej się wycofać, uciec, prawda? uciec byłoby łatwo, ale nie, nie bądźmy dziećmi, włącz ten telefon, nie bądź głupia, był wyłączony tylko dwie minuty, pewnie nawet nie zdążyła się zorientować że jest wyłączony, ale wyłączyłaś go żeby schować głowę w piach i nie musieć sobie radzić z tym, co przynosiło – w którą stronę nie spojrzysz, w którą myśl nie zajrzysz – samoniezadowolenie, coraz gorsze samopoczucie.

obwinianie
wmawianie
obrażanie
brak empatii
egocentryzm.

 

Nie umiem pracować nad sobą, strasznie dawno tego nie robiłam. Ostatnio chyba wtedy, jak miałam 8 lat i brat mi powiedział „jesteś wredna” i tak mnie to zabolało, że postanowiłam nie być.
Widzicie? Nie wyszło.

Nie chcę mieć podwójnego łóżka. Nie chcę z nikim spać.

Chcę być sama.

Nie ufaj mi. W nic nie wierzę. Nie mam priorytetów.

Jestem największym oszustem ludzkości.

Jestem miła dla ludzi, kocham, daję nadzieję. Nadzieję bez pokrycia. Niech nie wierzą w ani jedno moje słowo.

wczesniej mialam duzo czasu i duzo usprawiedliwien
teraz mam duzo czasu i zero usprawiedliwien
dziwne zrozumienie zycia
pustka ale jaka pelna
niewiele wiecej potrzeba
tylko wspomnienie po starych ambicjach
pomyslach
naprawde nic juz nie potrzebuje

Co nie pasuje nigdzie indziej bo jest strasznie nudne.

Mam dwa konta na 8tracks.com. Wkurzyłam się, bo jedno założyłam z aktywności – z nowym nickiem i hasłem – i miałam na nim dużo ulubionych utworów i playlist, a drugie z lenistwa, bo zapomniałam o pierwszym i łatwo było się zalogować przez facebooka. Odkryłam jednak wspaniałe, korespondujące z moim zmiennym nastrojem na skali aktywność – lenistwo, rozwiązanie. Jeden profil followuje drugi a drugi pierwszy – loguję się na nie w zależności od humoru i mimo to nadal mam podgląd co lubię na tym drugim profilu.
Co prawda nie mam pojęcia po co mi to, ale w sumie fajnie.
Nie chce mi się też spać, chociaż chce mi się spać. Przydałaby mi się taka sama funkcja z tym spaniem. Że jak się zalogowuję do opcji „spanie”, to mam podgląd na opcję „czuwanie” i na odwrót. Byłoby bardzo cool i na pewno wydałabym o tej umiejętności książkę podpadającą pod rozwój osobisty i zarobiła miliony.

Daj na tacę

Kto tu jest? :) Meldować się!

Szczęśliwą nowinę Wam niosę! Powrót!

Chyba nie chcę, by skasowali tego bloga. Nie mam też serca robić mu kopii zapasowej. Choć pewnie powinnam.

Być może na blog.pl lubią mnie na tyle, że mi go nie skasują?
W końcu mam go od prawie 9 lat.
Powinnam chyba wrócić do niego i go odświeżyć. Wyobrażacie sobie?! 10 lat bloga gohanki!
Blogowanie to idealna aktywność na jesień.

W zasadzie teraz już mnie nawet nie mierzi ta nazwa. "gohanka". Lamerska, no cóż, ale w końcu to tylko imię. Do swojego nazwiska się przyzwyczaiłam, to do ksywy w sieci się nie przyzwyczaję? Już tyle lat minęło, że mogłabym nad tym "przejść do porządku dziennego". To tak jak z bliznami i nielubieniem rodziców – człowiek się boczy, boczy, ale w końcu mu przechodzi i jest w zasadzie całkiem normalnie.

W każdym razie, wracając do nicka, nie stworzyłam przecież dotychczas żadnej lepszej "identyfikacji" sieciowej. No, "arcypicz" jest fajnym nick-name’m, ale na bloga, takiego zwykłego bloga, to się nie nadaje. Niemamjaj.pl też jest spoko, ale bardziej traktuję to miejsce jako bardziej publiczne i sama nazwa pełni dla mnie funkcję odczyniającą: chciałabym coś napisać, boję się, ale przecież mówię otwarcie, że "nie mam jaj" – uświadamiam sobie, że nie mam jaj – i potem wszystko mi już wolno. No, mam nadzieję, że rozumiecie. Czasem człowiek chce się dzielić, ale myśli, że jest idiotą.
Bardzo fajny czas nastał. Pisząc jesienią czuję się jakbym wróciła do domu jeszcze bardziej. No, bo nie wiecie, ale od dwóch miesięcy znów mieszkam z Rodzicami w Kielcach. Takie wakacje. Czekam, aż zacznę odczuwać wyrzuty sumienia, że tak mało się w moim życiu zmienia i że korzystam z zapasów w lodówce i nie dokładam się do prądu ani wody. Pewnie jeszcze z miesiąc, dwa.
Fajnie tak wrócić do tego, za czym się tęskniło całe studia. Nie przyznawałam się oczywiście do tego nawet przed sobą, ale teraz muszę przyznać – to poczucie bezpieczeństwa, jaki dom by nie był, jest naprawdę niezastąpione. Zwłaszcza, gdy się poprzedni dom nieodwołalnie utraciło. Nie wiem, czy póki co potrafiłabym być singlem w sensie mieszkania samemu. Nie wyobrażam sobie tych pustych dni w czterech pustych ścianach i że tylko ktoś od czasu do czasu wpadnie, zrobię kolację i będziemy się pieprzyć.

Nie wyobrażam sobie.

Może powinnam zamieszkać z rodzicami forever? Powinniśmy się gdzieś przeprowadzić gdzie ja mogłabym mieć osobne wejście do mojej części <3. Taka stałość jest bardzo zdrowa. Czuję się wychuchana.
Naprawdę, nie wydaje mi się nawet, że powinnam odczuwać niestosowność tej mojej sytuacji mieszkaniowej. Pewnie też dlatego, że 30% czasu spędzam na wyjazdach. Np. w zeszłym tygodniu wyjechałam w środę do Krakowa i w poniedziałek wróciłam z Warszawy. A w ostatnią noc z wtorku na środę zdążyłam nawet pojechać do Krakowa.
Fajne jest takie pisanie podsumowań życia. Chyba będę pisać częściej. Masz przynajmniej stały podgląd, czy coś się zmienia, czy nie.
Jutro albo jeszcze dziś wieczorem napiszę o moim szalonym pomyśle na biznes. Bo wiecie, ja od jakiegoś czasu próbuję być bardziej ogarnięta przedsiębiorczo. Strasznie to trudne, pewnie nie wyssałam tego z mlekiem matki (na 100%, widząc po ich obecnych kłopotach, nie miałam z czego ssać), ale się staram. Jestem pewnie na etapie przedszkola w tym temacie. 24-letni przedszkolak ekonomiczny. Cóż, lepiej późno niż wcale.
Pamiętajcie o przyszłości!

Aniu

Tu możesz np. wpisać sobie coś a potem wstawić swoją prace z np. imprezy sylwestrowej:

i na koniec otagować: